Jakie owady zapylają kwiaty? Nie tylko pszczoły

Podobne artykuły

Co jedzą biedronki? W naturze i w domu

Biedronki kojarzą się z uroczymi kropkami, ale to prawdziwe maszyny do polowania. Większość z nich to drapieżniki, dla których mszyce to absolutny przysmak –...

Komar a komarzyca – różnice i podobieństwa samca i samicy

Choć w nocy wszystkie wydają się tak samo irytujące, świat komarów jest wyraźnie podzielony. Samiec to mały, krzaczasty elegant, który omija ludzi szerokim łukiem,...

Owady w Polsce i ich rzędy, siedliska oraz gatunki

Poznaj najważniejsze rzędy owadów w Polsce i zobacz, gdzie je spotkać na co dzień: w miastach, na wsi, w lasach i nad wodą. Dowiedz...

Jak zrobić domek dla owadów i na jakiej wysokości? Poradnik

Chcesz zbudować domek dla owadów, który naprawdę będzie zasiedlony? Poznaj fachowy plan: wybór lokatorów, dobór naturalnych materiałów i narzędzi oraz projekt z przegródkami i...
OrangesZwierzętaOwadyJakie owady zapylają kwiaty? Nie tylko pszczoły

Zapylanie nie kończy się na pszczołach. Muchówki i bzygowate działają, gdy temperatura spada; motyle i ćmy z zawisakami obsługują rośliny o głębokich rurkach; chrząszcze wygrywają w masywnych, pachnących kwiatach. Osy oraz, w wyjątkowych układach, mrówki również dorzucają swój udział. Niszowe, lecz potrzebne są wciornastki, pluskwiaki, meszki i komary. Poznaj wskazówki: jak dobrać rośliny, mieszać formy kwiatów, zostawić dzikie zakątki i ograniczyć światło nocą, aby zwiększyć liczbę skutecznych wizyt i ustabilizować plony. Dowiedz się też, które cechy kwiatów działają jak magnes: płytkie nektarniki dla muchówek, długie rurki dla motyli, masywne korony dla chrząszczy oraz osłonięte miejsca dla nocnych ciem.

Jakie owady zapylają kwiaty?

Pszczoły robią świetną robotę, ale świat zapylania nie kończy się na nich. Pszczoła miodna, trzmiele i samotnice to faktycznie „pierwsza liga” — przenoszą mnóstwo pyłku i często specjalizują się w konkretnych roślinach. Trzmiele mogą pracować w chłodniejszych warunkach i wykonują zapylanie wibracyjne, a samotnice są niezwykle skuteczne na wcześnie kwitnących drzewach i krzewach. Ten zestaw atutów daje im reputację niezastąpionych pracusiów w sadach i na grządkach. Jednocześnie istnieje całe grono innych owadów, które wypełniają luki pogodowe, porowe i środowiskowe, gdy pszczoły akurat mają pauzę.

Bywają dni chłodne, wietrzne albo deszczowe, kiedy aktywność części pszczół spada, a kształt, zapach czy pora kwitnienia wielu roślin zwyczajnie bardziej „pasuje” innym zapylaczom. Muchówki, motyle, chrząszcze, osy, a nawet drobne wciornastki dopełniają dzieła, odwiedzając kwiaty o płytkich nektarnikach, intensywnym aromacie, czy rozwijające się nocą. W rolnictwie i ogrodach ma to realne przełożenie: im większa różnorodność zapylaczy, tym stabilniejszy plon mimo kaprysów pogody i terminu kwitnienia.

„Pszczoły” to nie tylko gatunek miodny. Dzikie pszczoły — samotnice i trzmiele — różnią się trybem życia, zasięgiem lotu oraz godzinami aktywności, dzięki czemu obejmują szerokie spektrum roślin. A jednak, mimo ich mocy przerobowych, nagromadzenie tej samej grupy w jednym miejscu nie zastąpi różnorodności całej ekipy zapylaczy. Dlatego sensownie zaprojektowany ogród, sad czy miejska zieleń powinny „grać na kilka instrumentów”, oferując kwiaty i mikrohabitaty nie tylko pszczołom.

Muchówki

Muchówki to niedoceniane „silniki” zapylania, szczególnie gdy temperatura spada albo deszcz wybija z rytmu typowe pszczoły. Bzygowate (Syrphidae) — często mylone z osami czy pszczołami z powodu mimikry — potrafią masowo odwiedzać baldachy selerowatych i drobne kwiaty kapustowatych. Ich ciało zbiera pyłek równie skutecznie jak u wielu pszczół, a krótszy języczek świetnie sprawdza się przy płytkich nektarnikach. Co ważne, larwy wielu bzygów zjadają mszyce, więc zyski są podwójne: zapylanie i biologiczna ochrona roślin.

Poza bzygowatymi, w rolę zapylaczy wchodzą też inne muchówki: plujkowate, muchowate, rączycowate, zmrużkowate, bujankowate, a nawet bąkowate (samce). Preferują one rośliny o intensywnym zapachu (czasem „nieperfumowanym” dla naszego nosa) i łatwo dostępnych kroplach nektaru. W chłodniejszych regionach i wyżej położonych stanowiskach, to właśnie muchówki potrafią utrzymać przepływ pyłku, gdy inne grupy mają przerwę.

W ogrodach i na plantacjach warto więc myśleć o nich świadomie. Kwiaty o otwartych, płytkich koronach (np. marchwi, kopru, kolendry, facelii, nagietka) są dla nich jak bufet 24/7. Do tego dochodzą skraje muraw, ziołowe rabaty i dzikie miedze, gdzie muchówki rozgrzewają silniki i zawsze znajdą coś dla siebie. Krótko mówiąc: kiedy pogoda robi psikusa, muchy „jadą dalej” i dowożą zapylenie tam, gdzie trzeba.

Przykłady roślin lub układów, gdzie muchówki się wyróżniają:

  • drobne baldachy i kwiaty płytkie: selerowate, kapustowate, zioła rabatowe,
  • chłodne poranki i dni po deszczu,
  • miejskie rabaty i obrzeża pól z dziką roślinnością.

Motyle

Dzienne motyle to mistrzowie subtelnych wizyt. Rurkowate, głębokie kwiaty — od szałwii, przez werbeny, po jeżówki — to ich specjalność, bo długie ssawki sięgają tam, gdzie krótkie języczki już nie dają rady. W łąkowych układach mieszanek bylin i jednorocznych świetnie czują się rusałki, bielinki czy modraszki, które regularnie przenoszą pyłek między kwiatami. Regularne podlewanie nektarodajnych nasadzeń w suszę pomaga utrzymać ruch także w upalne dni.

Aktywność dziennych gatunków jest wyraźnie skorelowana ze słońcem i temperaturą. Rankiem rozgrzewają skrzydła, w południe robią „szczyt” odwiedzin, a po południu dociągają ostatnie loty. Dlatego rośliny w miejscach dobrze nasłonecznionych będą miały więcej wizyt. Urozmaicenie wysokości i struktury (byliny + krzewy + trawy) daje schronienie i mikroklimat, a to bezpośrednio przekłada się na dłuższą obecność motyli w ogrodzie.

Wybierając rośliny, warto mieszać klasyki łąk kwietnych (np. krwawniki, ostrożenie, zawilce) z popularnymi ozdobami (lawenda, budleja, kocimiętka). Budleja bywa wręcz magnesem dla motyli, ale im większa różnorodność, tym stabilniejsze zapylanie całej rabaty. Jeśli dodać do tego zioła, które kwitną falami (np. oregano, tymianek), dzienne motyle zostaną na dłużej — i zrobią swoje.

Ćmy i zawisaki

Ćmy i zawisaki to nocna zmiana w świecie zapylania. Mają wyjątkowo długie ssawki i potrafią „tankować” nektar w locie, co sprawia, że obsługują kwiaty silnie pachnące nocą i często o jasnych płatkach. Zawisaki są tu spektakularnym przykładem — szybkie loty, celne podejścia i zasięg większy niż u wielu dziennych owadów. Dzięki nim rośliny kwitnące wieczorem i w nocy nadal dostają solidną porcję wizyt.

Jednocześnie ten nocny świat ma wroga: sztuczne światło. Oświetlenie ogrodów i ulic potrafi wytrącić ćmy z naturalnej nawigacji, skrócić im czas żerowania i przerwać łańcuch wizyt. Jeśli ogród ma kwitnące wieczorem rośliny (np. maciejka, tytoń ozdobny, niektóre wiciokrzewy), warto ograniczyć światło po zmroku, a lampy ustawiać nisko i osłonięte. Mniej światła = więcej odwiedzin nocą, co wprost przekłada się na skuteczniejsze zawiązywanie nasion u tych gatunków.

Na koniec logistyka: ćmy potrzebują przestrzeni i kryjówek. Krzewy, żywopłoty, fragmenty niekoszone, a nawet pnącza na ogrodzeniu — to zakątki, które działają jak „hotele”. W takim układzie nocne zapylanie staje się realnym wsparciem dla dziennych owadów, a ogród „pracuje” okrągłą dobę.

Chrząszcze

Chrząszcze to pionierzy zapylania — jedna z najstarszych grup odwiedzających kwiaty, zanim „na scenę” weszły pszczoły. Ich styl jest inny: nie są delikatne, czasem podjadają płatki czy pylniki, ale przy okazji skutecznie przenoszą pyłek na swoich pancerzach i owłosieniu. W naturze wiele masywnych, aromatycznych kwiatów „od początku” było projektowanych właśnie pod chrząszcze — wytrzymałe, z obfitym pyłkiem i często „ciepłe” w środku.

W ogrodach i w krajobrazie chrząszcze pojawiają się na kwiatach o intensywnym zapachu i dużej ilości pyłku, często jasnych lub kremowych. Wbrew pozorom to cenne wizyty, szczególnie gdy pogoda nie sprzyja typowym zapylaczom. Kantharofilia (zapylanie przez chrząszcze) domyka proces w roślinach, które z ich udziału ewolucyjnie korzystały — i dalej korzystają.

Jakie kwiaty przyciągają chrząszcze?

Chrząszcze lubią „bogato”. Silny zapach, obfity pyłek, mięsista budowa kwiatu i miejscami podwyższona temperatura wnętrza — to sygnały, które zachęcają do wizyty. Tego typu cechy spotyka się u roślin o większych, jasnych kwiatach, nierzadko z łatwym lądowaniem i sporym „stołem” do żerowania. W praktyce ogrodowej oznacza to, że nawet rośliny niepostrzegane jako „miododajne” dla pszczół mogą być cennym punktem dla chrząszczy w łańcuchu zapylania.

Co z tego wynika dla planowania rabat i nasadzeń? Warto miksować gatunki o różnych kształtach i aromatach, także te z dużą ilością pyłku. Chrząszcze dzięki swojej budowie i sposobowi poruszania się „zamiatają” pyłek i zostawiają go na znamionach słupków. To nie apteka — to hurtownia pyłku w najlepszym wydaniu, co u części roślin daje zaskakująco dobry efekt.

Kiedy chrząszcze są bardziej efektywne niż pszczoły?

Są momenty, kiedy chrząszcze wygrywają logistyką. W masywnych, ciepłych kwiatach, gdzie można żerować dłużej i „wygrzać się” w środku, radzą sobie lepiej niż owady, które szukają szybkich wizyt. Gdy pogoda jest chłodniejsza lub niestabilna, a kwiaty obficie produkują pyłek, chrząszcze zostają „na miejscu” i wykonują setki wewnętrznych przejść, zostawiając pyłek tam, gdzie trzeba. To spina zapylanie w gatunkach, które na tym stylu bazują.

Drugi scenariusz dotyczy kwiatów o ograniczonym dostępie — grube płatki, mniej precyzyjne „wejście”, wysoka tolerancja na cięższych gości. Dla pszczół takie konstrukcje bywają mało opłacalne, ale dla chrząszczy to jak stół z daniami. Im bardziej kwiat „wytrzymały”, tym dłuższa wizyta i więcej przypadkowych kontaktów z pyłkiem. W tej niszy chrząszcze potrafią być naprawdę skuteczne.

Osy

Osy społeczne i samotnice odwiedzają kwiaty dla cukrów i energii. Najchętniej siadają na otwartych, łatwo dostępnych koronach: zioła, baldachy, proste kwiaty jednoroczne, rośliny o intensywnym, wyraźnym aromacie. W rolnictwie i ogrodach ozdobnych bywa, że to właśnie one zamyślają zapylenie „na koniec dnia”, gdy pszczoły już odpuściły, a kwiaty nadal oferują krople nektaru. W systemach bardziej „dzikich” wchodzą na scenę jako użytkownicy zapachów i sygnałów, które nie zawsze są atrakcyjne dla innych grup.

Ich mocną stroną jest elastyczność: potrafią funkcjonować w krajobrazie rolniczym, miejskim i leśnym. Uzupełniają luki, zwłaszcza przy ubogich w pszczoły stanowiskach i w okresach przejściowych. Dodatkowo część os kontroluje populacje szkodników, co pośrednio wspiera kondycję kwitnących roślin. To pakiet korzyści, który sensownie wykorzystać, planując nasadzenia różnorodne i rozciągnięte w czasie.

W praktyce wystarczy wielogatunkowa rabata: zioła (np. oregano, hyzop, szałwia), jednoroczne z prostymi kwiatami, dzikie rośliny przy miedzach. Osy pojawią się same i odrobią swoją lekcję, dorzucając wizyty wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne.

Mrówki

Mrówki zwykle nie są wymarzonymi zapylaczami — wydzieliny antyseptyczne na ich ciele mogą obniżać żywotność pyłku i utrudniać kiełkowanie łagiewki pyłkowej. To sprawia, że tam, gdzie można wybierać, rośliny „wolą” innych gości. A jednak są gatunki i sytuacje, w których mrówki realnie przenoszą pyłek, zwłaszcza na drobnych kwiatach nisko nad ziemią lub w warunkach, gdy innych owadów jest mało.

Tajemnica tkwi w nawykach żerowania — mrówki pokonują krótkie dystanse często i wielokrotnie, co u pewnej części roślin wystarczy do skutecznego transferu pyłku. Dodatkowo w niektórych tropikalnych uprawach notowano znaczący udział mrówek w odwiedzinach kwiatów, kiedy klasyczne zapylacze pojawiały się rzadziej. To pokazuje, że nawet „plan B” bywa bezcenny, jeśli złożyć go z dużej liczby drobnych, powtarzanych wizyt.

Jak to przełożyć na ogród? Nisko kwitnące rośliny, mikrostruktura muraw, obecność roślin miododajnych blisko ziemi — to środowiska, w których mrówki „robią swoje”. Nie ma sensu na nich polegać jako na głównych zapylaczach, ale ich wkład w specyficznych układach jest realny i warto go docenić.

Wciornastki

Wciornastki to owady o mikroskopijnych rozmiarach, które potrafią wciskać się w najmniejsze zakamarki kwiatów. Nie są wyspecjalizowanymi zapylaczami, ale ich ciągłe przemieszczanie się po pręcikach i słupkach sprawia, że pyłek ląduje tam, gdzie trzeba. W masie i w czasie efekt bywa zauważalny, zwłaszcza w kwiatach z bardzo wąskimi koronami, do których większe owady nie zaglądają.

W wielu systemach roślin wciornastki działają jak „tło robocze” zapylania: mało kto je widzi, a jednak robią dziesiątki mikrowizyt, które na koniec zamieniają się w nasiona. Doceniają ciągłość kwitnienia drobnych roślin i zakątki, gdzie mogą spokojnie bytować. Im mniej „sterylny” ogród, tym większa szansa, że wciornastki dołożą swoje parę procent, które w skali całego sezonu zabezpieczają plon.

Nie chodzi o to, aby na nich polegać w uprawach towarowych, ale w ogrodach przydomowych i na łąkach ich udział jest realny. Z punktu widzenia planowania: warto mieszać rośliny o różnej wielkości kwiatów i zostawić trochę „dzikiego życia”, zamiast wycinać każdy zakamarek. Wtedy wciornastki będą miały co robić — i zrobią swoje w cieniu reflektorów.

Pluskwiaki

Pluskwiaki kojarzą się z nakłuwaniem i wysysaniem soków roślinnych, ale podczas żerowania i przemieszczania się po kwiatach potrafią też mechanicznie przenosić pyłek. To klasyk „incydentalnego zapylania”: nie robią tego „zawodowo”, ale znaczą liczebnością i częstotliwością. W niektórych uprawach ogrodniczych i na łąkach takie przypadkowe transfery mogą „domknąć” zapylanie tam, gdzie główni gracze zaglądają rzadziej.

Różne gatunki pluskwiaków mają odmienne preferencje środowiskowe. Jedne kręcą się po nasadzeniach warzywnych, inne po łąkach i murawach. To znów argument za tym, by trzymać różnorodny zestaw roślin, także tych niepozornych. Im więcej ruchu po kwiatach, tym wyższe prawdopodobieństwo, że pyłek trafi na znamię słupka w odpowiednim momencie.

Czy pluskwiaki zastąpią pszczoły? Nie — ale nie o to chodzi. W stabilnym systemie każdy procent się liczy. Incydentalne przenoszenie pyłku przez pluskwiaki bywa dokładnie tym drobnym wkładem, który zmienia „prawie” w „udało się”.

Meszki i komary

Meszki i komary mają wizerunek niezaprzeczalnie „trudny”, a jednak w przyrodzie odgrywają czasem zaskakujące role. Samce komarów żywią się nektarem i odwiedzają kwiaty — to wtedy dochodzi do przenoszenia pyłku u wybranych roślin, w tym u części storczyków. Z kolei drobne muchówki z grup pokrewnych meszkom bywają kluczowe dla roślin o miniaturowych, złożonych kwiatach, do których większe owady nie mają dostępu. To nie są sytuacje codzienne, ale kiedy są, potrafią decydować o sukcesie reprodukcyjnym.

Te relacje lubią wilgotne, osłonięte mikrośrodowiska oraz bogatą roślinność, która utrzymuje wilgotność i daje schronienie. Jeśli zapewni się w ogrodzie takie zakątki — np. zarośnięte placyki, fragmenty ziół i dzikich roślin — szansa na udział tych mikrozapylaczy rośnie. Nie zastąpią one pszczół, motyli czy muchówek, ale wąskie gardła potrafią rozszczelnić wtedy, gdy inne grupy „nie wchodzą”.

Paradoksalnie, to „trudni bohaterowie drugiego planu”. W rozumnej mozaice siedlisk i różnorodności kwitnienia ich udział jest jak ostatni puzzel. Dzięki niemu rośliny o specyficznych wymaganiach nie zostają na lodzie, a cały system zapylania działa sprawniej — od świtu do późnej nocy, od wiosny do jesieni. To właśnie dlatego warto myśleć o zapylaczach szerzej niż tylko „pszczoły”.

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Artykuły z kategorii