Czy wiesz, że część ulubionych marek kosmetycznych wciąż testuje produkty na zwierzętach? Nawet te deklarujące „etyczność” często godzą się na testy, by sprzedawać w Chinach. W artykule znajdziesz listę 69 firm kosmetycznych wraz z opisem, które z nich testują swoje produkty na zwierzętach. Podpowiemy również jak nie dać się nabrać na greenwashing i wybierać produkty nie krzywdzące zwierząt.
Spis treści
Główne marki kosmetyczne testujące na zwierzętach
W branży kosmetycznej wciąż działa wiele popularnych marek, które testują produkty na zwierzętach lub godzą się na takie praktyki w krajach, gdzie są one wymagane prawem. Wśród nich znajdują się giganty, takie jak Clinique, Estée Lauder, L’Oréal, Maybelline i NARS.
Clinique deklaruje, że nie przeprowadza testów na zwierzętach, chyba że wymaga tego prawo. Firma sprzedaje kosmetyki w Chinach, gdzie obowiązują przepisy nakazujące testowanie produktów na zwierzętach przed wprowadzeniem ich do sklepów stacjonarnych. Podobnie działa Estée Lauder, która w swojej polityce jasno zaznacza, że testy mogą być wykonane na żądanie regulatorów.
L’Oréal, właściciel m.in. Maybelline, od lat podkreśla zaangażowanie w rozwój metod alternatywnych, ale jednocześnie przyznaje, że w Chinach władze mogą przeprowadzać testy na jego produktach. Marka Maybelline, należąca do tej korporacji, również podlega tym zasadom. Podobnie NARS – mimo deklaracji o ograniczaniu testów, marka wciąż sprzedaje kosmetyki w chińskich sklepach, co wiąże się z obowiązkowymi testami na zwierzętach.
Jakie firmy testują na zwierzętach, a które tego nie robią? Tabela 69 marek
Oto pełna tabela 69 marek kosmetycznych z rozszerzonymi uwagami, zachowującymi oryginalne opisy z wcześniejszych odpowiedzi:
| Marka | Czy testuje na zwierzętach? | Uwagi |
|---|---|---|
| AA | ❌ Nie | AA Oceanic deklaruje, że nie testuje produktów na zwierzętach. |
| Adidas | ✅ Tak | Adidas nie jest marką kosmetyczną, ale używa skór zwierzęcych (np. kangurów) w produkcji odzieży. Brak danych o kosmetykach. |
| Alterra | ❌ Nie | Certyfikowana cruelty-free przez PETA. Nie testuje i nie sprzedaje w Chinach. |
| Apis | ❌ Nie | Polska marka potwierdza, że nie testuje kosmetyków na zwierzętach. |
| Avene | ✅ Tak | Sprzedaje w Chinach, gdzie wymagane są testy na zwierzętach dla produktów stacjonarnych. |
| Avon | ❌ Nie | Certyfikat Leaping Bunny – cała gama produktów jest cruelty-free. |
| BasicLab | ❌ Nie | Polska marka deklaruje brak testów i wegańskie składniki. |
| Benefit | ✅ Tak | Należy do LVMH, sprzedaje w Chinach, gdzie testy są obowiązkowe. |
| Biały Jeleń | ❌ Nie | Producent (Pollena) wymaga od dostawców oświadczeń o braku testów. |
| Bielenda | ❌ Nie | Certyfikat PETA – marka nie testuje i nie współpracuje z podmiotami wykorzystującymi zwierzęta. |
| Bioderma | ✅ Tak | Sprzedaje w Chinach, gdzie wymagane są testy na zwierzętach dla produktów stacjonarnych. |
| Biotebal | ❓ Niejasne | Brak oficjalnej deklaracji „cruelty-free” i certyfikatów. Wymagana weryfikacja u producenta. |
| Bourjois | ✅ Tak | Należy do Coty, który testuje na zwierzętach. Sprzedaż w Chinach wymusza testy. |
| Carmex | ❌ Nie | Deklaruje brak testów na zwierzętach i nie sprzedaje w Chinach. Brak certyfikacji przez organizacje zewnętrzne. |
| CeraVe | ✅ Tak | Własność L’Oréal, który testuje w Chinach. Obecność na rynku chińskim wymusza testy. |
| Cien (Lidl) | ❌ Nie | Certyfikat Leaping Bunny – marka nie testuje i nie współpracuje z podmiotami wykorzystującymi zwierzęta. |
| Dax Cosmetics | ❓ Niejasne | Brak jednoznacznej deklaracji. Sprzedaż w Chinach niepotwierdzona, ale brak certyfikatów „cruelty-free”. |
| Dermedic | ❌ Nie | Oficjalnie deklaruje brak testów na zwierzętach. Brak certyfikatów, ale marka promuje etyczne praktyki. |
| Dior | ✅ Tak | Sprzedaje w sklepach stacjonarnych w Chinach, gdzie testy są obowiązkowe. Należy do LVMH. |
| Douglas | ❌ Nie | Certyfikat Leaping Bunny dla własnych marek. Zobowiązanie do eliminacji testów w całym łańcuchu dostaw. |
| Elmex | ✅ Tak | Należy do Colgate-Palmolive. Sprzedaje w Chinach, gdzie testy na zwierzętach są obowiązkowe dla produktów stacjonarnych. |
| Essence | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA. Nie testuje i nie sprzedaje w Chinach. |
| Eveline | ❌ Nie | Certyfikat Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa. Nie testuje i nie współpracuje z podmiotami wykorzystującymi zwierzęta. |
| Fa | ✅ Tak | Własność Henkla, który dopuszcza testy na zwierzętach. Brak certyfikatów „cruelty-free”. |
| Fenty Beauty | ❌ Nie | Oficjalnie deklaruje brak testów, ale należy do LVMH. Unika sprzedaży stacjonarnej w Chinach. |
| Garnier | ❌ Nie | Certyfikat Leaping Bunny. Nie sprzedaje w Chinach, choć należy do L’Oréal. |
| Golden Rose | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA. Marka w 100% wegańska i „cruelty-free”. Nie testuje na zwierzętach. |
| Gosh | ❌ Nie | Certyfikat PETA. Produkty nie są testowane, a marka oferuje szereg kosmetyków wegańskich. |
| Holika Holika | ✅ Tak | Sprzedaje w Chinach, gdzie testy są obowiązkowe. Brak certyfikatów potwierdzających etyczne praktyki. |
| Inglot | ❌ Nie | Certyfikat PETA. Marka nie testuje i nie współpracuje z podmiotami wykorzystującymi zwierzęta. |
| Isana | ❌ Nie | Certyfikowana cruelty-free przez PETA. Nie testuje i nie sprzedaje w Chinach. |
| Iwostin | ❌ Nie | Deklaruje brak testów na zwierzętach, jednak należy do Sanofi, który może testować leki. Certyfikaty brak. |
| Joanna | ❌ Nie | Certyfikat Viva! – marka w 100% wegańska, nie testuje na zwierzętach i unika składników pochodzenia zwierzęcego. |
| Kiehl’s | ✅ Tak | Własność L’Oréal. Sprzedaje w Chinach, gdzie testy na zwierzętach są obowiązkowe. Brak certyfikatów cruelty-free. |
| Lancôme | ✅ Tak | Należy do L’Oréal. Obecność w chińskich sklepach stacjonarnych wymusza testy. Brak polityki cruelty-free. |
| La Roche-Posay | ✅ Tak | Część L’Oréal. Testy na zwierzętach wymagane przy sprzedaży w Chinach. Brak certyfikatów etycznych. |
| L’Oreal | ✅ Tak | Koncern testujący na zwierzętach. Sprzedaż w Chinach i finansowanie testów przez władze lokalne. |
| Lovely | ❓ Niejasne | Brak jednoznacznych informacji w źródłach. Wymagana weryfikacja polityki marki. |
| Marion | ❓ Niejasne | Brak danych w dostępnych źródłach. Status cruelty-free niepotwierdzony. |
| Mary Kay | ✅ Tak | Sprzedaje w krajach wymagających testów na zwierzętach (np. Chiny). Brak certyfikatów potwierdzających etyczne praktyki. |
| Max Factor | ✅ Tak | Należy do Coty, który testuje na zwierzętach. Sprzedaż w Chinach wymusza obowiązkowe testy. |
| Maybelline | ✅ Tak | Własność L’Oréal. Obecność w chińskich sklepach stacjonarnych wymusza testy. Brak certyfikatów cruelty-free. |
| Mixa | ✅ Tak | Część L’Oréal. Testy na zwierzętach wymagane przy sprzedaży w Chinach. Brak polityki „cruelty-free”. |
| Nacomi | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA. Marka nie testuje na zwierzętach i oferuje produkty wegańskie. |
| NAM | ❌ Nie | Polska marka deklaruje brak testów na zwierzętach i skupia się na składnikach roślinnych. |
| Neutrogena | ✅ Tak | Własność Johnson & Johnson. Sprzedaż w Chinach wymusza testy. Brak certyfikatów cruelty-free. |
| Nivea | ✅ Tak | Należy do Beiersdorf. Obecność w sklepach stacjonarnych w Chinach wiąże się z obowiązkowymi testami na zwierzętach. |
| NYX | ❌ Nie | Certyfikat PETA. Marka nie testuje, choć należy do L’Oréal. Unika sprzedaży stacjonarnej w Chinach. |
| OnlyBio | ❌ Nie | Polska marka potwierdza brak testów na zwierzętach. Wszystkie produkty są wegańskie i cruelty-free. |
| Oriflame | ✅ Tak | Sprzedaje w krajach wymagających testów na zwierzętach (np. Chiny). Brak certyfikatów potwierdzających etyczne praktyki. |
| Paese | ❌ Nie | Deklaruje brak testów na zwierzętach i nie sprzedaje w Chinach. |
| Pantene | ✅ Tak | Należy do Procter & Gamble. Sprzedaje w Chinach, gdzie testy na zwierzętach są obowiązkowe. |
| Perfecta | ❓ Niejasne | Brak jednoznacznych danych. Marka oferuje produkty „natural & vegan”, ale brak certyfikatów. |
| Pharmaceris | ❌ Nie | Certyfikowana cruelty-free. Marka potwierdza, że nie testuje i nie współpracuje z podmiotami wykorzystującymi zwierzęta. |
| Revolution | ❌ Nie | Certyfikat PETA. Nie sprzedaje w Chinach. Większość produktów jest wegańska. |
| Revox | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA. Produkty nie są testowane, a marka oferuje szereg kosmetyków wegańskich. |
| Rexona | ✅ Tak | Należy do Unilever. Obecność w Chinach wymusza testy. Brak polityki cruelty-free. |
| Rimmel | ❌ Nie | Certyfikat Leaping Bunny (od 2022). Unika testów w Chinach, choć należy do Coty. |
| Sephora | ✅ Tak | Własne marki Sephory sprzedawane w Chinach, gdzie testy są obowiązkowe. |
| Soraya | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA. 100% wegańska i „cruelty-free”. Nie testuje na zwierzętach. |
| Syoss | ✅ Tak | Należy do Henkla. Sprzedaż w Chinach wymusza obowiązkowe testy dla produktów stacjonarnych. |
| The Ordinary | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA i Leaping Bunny. Nie testuje na zwierzętach, ale należy do Estée Lauder, która testuje. |
| Tołpa | ❌ Nie | Polska marka potwierdza brak testów na zwierzętach. Wszystkie produkty są wegańskie i cruelty-free. |
| Vianek | ❌ Nie | Certyfikowana cruelty-free. Kosmetyki nie zawierają składników odzwierzęcych i nie są testowane. |
| Victoria’s Secret | ✅ Tak | Sprzedaje w Chinach, gdzie testy na zwierzętach są obowiązkowe. |
| YOPE | ❌ Nie | Certyfikowana przez PETA. Marka w 100% wegańska i „cruelty-free”. Nie testuje na zwierzętach. |
| Yumi | ❌ Nie | Polska marka deklaruje brak testów na zwierzętach. Produkty są wegańskie i nie zawierają składników odzwierzęcych. |
| Yves Rocher | ✅ Tak | Obecność w sklepach stacjonarnych w Chinach wymusza testy na zwierzętach. Brak jednoznacznego certyfikatu cruelty-free. |
| Ziaja | ❌ Nie | Polska marka z certyfikatem PETA. Nie testuje na zwierzętach i oferuje szeroką gamę produktów wegańskich. |
Korporacje-matki a testowanie na zwierzętach
Wiele znanych marek kosmetycznych należy do dużych korporacji, które finansują testy na zwierzętach poprzez swoje spółki zależne. Przykładem są Procter & Gamble (P&G), Unilever i Henkel – właściciele dziesiątek popularnych brandów.
Procter & Gamble, właściciel m.in. Olay i Gillette, deklaruje, że nie testuje produktów na zwierzętach, chyba że wymagają tego przepisy. Firma przyznaje jednak, że w Chinach lokalne władze mogą przeprowadzać testy na jej kosmetykach. Podobnie Unilever, który współpracuje z organizacjami prozwierzęcymi, ale jednocześnie dopuszcza testy w krajach, gdzie są one prawnie wymagane.
Henkel, właściciel Schwarzkopf i Syoss, w swojej polityce zaznacza, że testy na zwierzętach są ostatecznością, ale wciąż mogą być przeprowadzane na żądanie regulatorów. Co istotne, korporacje te często ukrywają praktyki testowania za ogólnikowymi sformułowaniami, takimi jak „szacunek dla prawa” czy „dbałość o bezpieczeństwo”.
Konsumenci powinni być świadomi, że kupując produkty marek należących do tych korporacji, pośrednio wspierają praktyki testowania na zwierzętach. Dlatego warto sprawdzać nie tylko politykę samej marki, ale także strukturę własnościową firmy.
Rynek chiński a obowiązkowe testy na zwierzętach
Chiny od lat są kluczowym rynkiem dla branży kosmetycznej, ale także krajem, gdzie testy na zwierzętach są prawnie wymagane dla wielu produktów. Obowiązek ten dotyczy głównie kosmetyków sprzedawanych w sklepach stacjonarnych, co zmusza międzynarodowe marki do wyboru między etyką a zyskiem.
Od 2021 roku Chiny złagodziły przepisy, umożliwiając sprzedaż części produktów bez testów, ale tylko pod warunkiem, że są one wytwarzane lokalnie lub sprzedawane online. Mimo to kosmetyki importowane i luksusowe wciąż muszą przechodzić obowiązkowe testy na zwierzętach. To wyjaśnia, dlaczego marki takie jak L’Oréal czy Estée Lauder, mimo deklaracji „cruelty-free”, wciąż są obecne w chińskich sklepach.
Co ważne, nawet firmy unikające testów w Europie czy USA godzą się na nie w Chinach, aby utrzymać dostęp do ogromnego rynku. Konsumenci mogą jednak wywierać presję, wybierając marki, które rezygnują ze sprzedaży w Chinach lub ograniczają ją wyłącznie do kanałów online, gdzie testy nie są wymagane.
W praktyce oznacza to, że każdy produkt kupiony w chińskim sklepie stacjonarnym przeszedł testy na zwierzętach. Dlatego tak ważne jest śledzenie nie tylko deklaracji marek, ale także ich strategii dystrybucji.
Prawo UE i UK – zakazy oraz luki prawne
Unia Europejska wprowadziła całkowity zakaz testowania kosmetyków na zwierzętach w 2013 roku, zabraniając zarówno testów produktów końcowych, jak i ich składników. Teoretycznie żaden kosmetyk sprzedawany w UE nie może zawierać składników testowanych na zwierzętach po tej dacie. Jednak w praktyce przepisy REACH – unijnego rozporządzenia dotyczącego chemikaliów – stworzyły luki prawne, które umożliwiają kontynuację niektórych testów.
Według REACH, testy na zwierzętach są dopuszczalne, jeśli chodzi o ochronę zdrowia pracowników produkujących składniki lub wpływ substancji na środowisko. Oznacza to, że nawet składniki używane wyłącznie w kosmetykach mogą być testowane na zwierzętach, jeśli wymagają tego unijne przepisy bezpieczeństwa chemicznego. W 2024 roku UE rozpoczęła prace które mają całkowicie wyeliminować testy na zwierzętach w ramach REACH, ale proces ten jest skomplikowany i wymaga czasu.
W Wielkiej Brytanii sytuacja wygląda podobnie. Od 1998 roku obowiązuje zakaz testowania kosmetyków na zwierzętach, ale po Brexiccie rząd UK początkowo dostosowywał się do unijnych regulacji REACH, co doprowadziło do przywrócenia testów w latach 2019–2022. W 2023 roku władze ogłosiły, że nie będą wydawać nowych zezwoleń na testy składników kosmetycznych, nawet jeśli wymagałoby tego prawo. To ważny krok, ale wcześniejsze zezwolenia pozostają ważne, a firmy muszą szukać rozwiązań dla już przeprowadzonych testów.
Kluczowy problem to sprzeczność między różnymi regulacjami. Na przykład składnik zatwierdzony jako bezpieczny w UE dzięki alternatywnym metodom może wymagać dodatkowych testów na zwierzętach, jeśli jest wykorzystywany w innych branżach, np. farmaceutycznej. Konsumenci często nie zdają sobie sprawy, że „cruelty-free” na etykiecie nie gwarantuje, że składniki nigdy nie były testowane w kontekście innych zastosowań.
Marki wprowadzające konsumentów w błąd
Wiele firm kosmetycznych celowo korzysta z nieprecyzyjnych sformułowań, by stworzyć wrażenie, że ich produkty są etyczne. Hasła takie jak „nie testujemy na zwierzętach” lub „we love animals” często odnoszą się tylko do końcowego produktu, podczas gdy składniki mogły być testowane przez dostawców lub zewnętrzne laboratoria.
Przykładem są marki L’Oréal, Estée Lauder czy MAC, które deklarują politykę „cruelty-free”, ale sprzedają kosmetyki w Chinach, gdzie testy na zwierzętach są obowiązkowe dla produktów dostępnych w sklepach stacjonarnych. W 2022 roku australijska organizacja Choice ujawniła, że sprzedawcy marek takich jak Dior, Lancôme czy Clarins nieświadomie wprowadzali klientów w błąd, twierdząc, że testy są „nielegalne na całym świecie”.
Inny głośny przypadek dotyczył John Paul Mitchell Systems, który pomimo deklaracji „100% cruelty-free” testował produkty na zwierzętach, aby wejść na rynek chiński przed 2021 rokiem. Sprawa trafiła nawet do sądu, gdzie udowodniono, że firma ukrywała praktyki testowania poprzez brak transparentności w komunikacji.
Problemem jest również brak regulacji prawnych dotyczących terminów takich jak „cruelty-free”. Organizacje certyfikujące, np. Leaping Bunny, wymagają od firm podpisania zobowiązań dotyczących całego łańcucha dostaw, ale wiele marek unika szczegółowych deklaracji. Samozwańcze etykiety bez weryfikacji przez niezależne instytucje pozostają pułapką dla świadomych konsumentów.
Alternatywne metody testowania kosmetyków
Współczesna nauka oferuje kilkadziesiąt zaawansowanych metod, które całkowicie zastępują testy na zwierzętach. Jedną z najskuteczniejszych jest hodowla ludzkiej skóry in vitro, np. modele EpiSkin czy EpiDerm, które dokładnie odwzorowują reakcje ludzkiego naskórka. Pozwalają one ocenić podrażnienia, alergię czy toksyczność składników.
Symulacje komputerowe (tzw. metody in silico) wykorzystują algorytmy do przewidywania właściwości chemicznych. Na przykład QSAR (Ilościowe Relacje Struktura-Aktywność) analizuje podobieństwa między znanymi substancjami, by oszacować ryzyko uczuleń. Z kolei organ-on-a-chip to mikrochipy z ludzkimi komórkami, które imitują pracę narządów – np. wątroby czy nerek – pozwalając badać metabolizm składników.
W ostatnich latach rozwija się również mikrodozowanie – podawanie ochotnikom minimalnych dawek substancji, by śledzić ich wpływ na organizm za pomocą czułych metod obrazowania. Ta metoda jest szybsza i bezpieczniejsza niż tradycyjne testy na gryzoniach.
Unia Europejska aktywnie wspiera rozwój Nowych Metodologii (NAM), inwestując w projekty badawcze i standaryzację alternatywnych testów. Firmy takie jak L’Oréal od lat korzystają z własnych laboratoriów, np. Episkin, by eliminować testy na zwierzętach. Mimo to pełne wdrożenie tych metod na globalną skalę wymaga czasu – zwłaszcza w krajach, gdzie prawo wciąż wymaga archaicznym procedur.
Kampanie organizacji prozwierzęcych
Organizacje walczące z testowaniem kosmetyków na zwierzętach od dekad prowadzą globalne kampanie, które zmieniają oblicze branży. PETA, Cruelty Free International (twórca certyfikatu Leaping Bunny) oraz Humane Society International (HSI) to kluczowi gracze, których działania przyspieszyły wprowadzenie zakazów w ponad 45 krajach.
Forever Against Animal Testing – inicjatywa The Body Shop i Cruelty Free International – zgromadziła 8,3 mln podpisów pod petycją do ONZ w 2018 roku, domagając się globalnego zakazu testów. To największa w historii kampania przeciwko okrucieństwu w kosmetykach. Równolegle HSI prowadzi program Be Cruelty-Free, który doprowadził do wprowadzenia zakazów m.in. w Indiach, Kanadzie i Chile.
PETA koncentruje się na nacisku konsumenckim: jej baza Beauty Without Bunnies zawiera listę ponad 6 tys. marek, które nie testują na zwierzętach. Organizacja regularnie publikuje szokujące raporty o praktykach firm, zmuszając je do zmiany polityki. W 2022 roku ujawniła, że NARS i MAC wciąż sprzedają w Chinach, co wywołało masowy bojkot.
Kluczowym narzędziem jest też edukacja. Leaping Bunny oferuje markom specjalne szkolenia, jak wdrożyć etyczne praktyki w całym łańcuchu dostaw. Dla konsumentów stworzono aplikacje (np. Bunny Free), które skanują kody produktów, pokazując, czy firma ma certyfikat.
Presja ta przynosi efekty, w 2023 roku Chiny zezwoliły na sprzedaż 100% kosmetyków bez testów, pod warunkiem produkcji lokalnej. To bezpośredni wynik lobbingu organizacji, które od lat współpracują z chińskimi parkami przemysłowymi.
